z piekarnika

piątek, 05 czerwca 2015

Po powrocie stałam się strasznie francuska. Zjawisko to ma kilka objawów:

  1. przed wypiciem CZEGOKOLWIEK znajdującego się w szklance najpierw wącham, później piję. Niemalże jakbym testowała dobre francuskie wino
  2. 5-cio minutowe spóźnienie nie jest dla mnie już czymś koszmarnym, nawet jeżeli to ja jestem osobą spóźnioną
  3. nie stresuję się już tak bardzo jak kiedyś, więcej się śmieję
  4. nie spieszę się podczas gotowania tylko rozkoszuję każdym zapachem świeżo doprawionej potrawy
  5. clue programu: Książka kucharska "Moja kuchnia w Paryżu" Davida Lebovitza nie znika z kuchennego stołu

Z tegorocznych warszawskich targów książki wróciłam z zakupami monotematycznymi: "Francuski nie tyją" M. Guilano, w której autorka opisuje nie tylko podstawy francuskiego paradoksu, ale też opowiada o tamtejszej kulturze jedzenia; "Medre! w rzeczy samej" S. Clarke'a, gdzie znajdziemy opowieści Brytyjczyka żyjącego w Paryżu oraz kulturowe porównanie tych dwóch narodowości oraz wyżej wspomniana "Moja kuchnia w Paryżu". Więc widzicie sami- co francuskie, to przykuwa mój wzrok. Jednak po powrocie żadne pieczywo, nawet to nazwane francuskim, nie będzie mnie tak zachęcało do zakupu jak bagietki z ulubionej paryskiej boulangerie. Dlatego też pieczywo postanowiłam piec sama. Były w tej kwestii i wzloty i upadki, ale nie poddaję się! Największa trudność polega na tym, że każdy przepis staram się trochę zamienić- tak, żeby mąki pszennej było jak najmniej, zamieniając ją na mąkę pełnoziarnistą. Moje doświadczenia pokazały, że nie zawsze wystarczy zmienić rodzaj mąki, lecz powinno się też wziąć pod uwagę konsystencję ciasta. Zakalcowych gniotów chlebopodobnych tu nie znajdziecie, ale te panissy od razu wyszły dobrze :)

_IGP7224_2

_IGP7187_2

Do ich zrobienia potrzebujemy:

45g mąki pszennej

75g mąki razowej (lub miksu mąki razowej z kukurydzianą)

1 szklanki mleka

2 jajek

1 łyżeczki oleju rzepakowego

3/4 łyżeczki soli morskiej

pół łyżeczki pieprzu

pół łyżeczki kurkumy

(opcjonalnie można dodać pocięte suszone pomidory, jeszcze nie próbowałam, ale myślę, że to wyszłoby BOMBOWO!)

_IGP7213_2

Wykonanie jest banalnie proste:

Nagrzewamy piekarnik do 220 stC

W tym czasie mieszamy wszystkie składniki mikserem na gładką masę

Jeżeli konsystencja jest zbyt wodnista- można dodać trochę otrąb, siemienia lnianego lub po prostu mąki. Konsystencja ma być podobna do ciasta muffinkowego, gęstsza niż na naleśniki, ale nie tak gęsta jak na chleb.

Rozkładamy ciasto po rózno do 9ciu form muffinkowych

Pieczemy ok. 35-40 minut do zarumienienia

UWAGA! Babeczki smakują obłędnie na gorąco, na następny dzień już nie są takie pyszne (ale po dodaniu białego sera odzyskują swój urok ;) )_IGP7202_2

_IGP7192_2

_IGP7167_2

Smacznego!

czwartek, 30 stycznia 2014

Nigdy nie robiłam własnego zakwasu. Fakt- zajmuje to trochę czasu, ale ile zabawy i satysfakcji z domowego wypieku chleba na zakwasie! Dlatego też chciałam i tego spróbować. I wyszło pysznie!

Do zrobienie zakwasu potrzebujemy bardzo niewielu składników. A mianowicie: dobrej mąki, systematyczności i czasu. Dojrzewanie zakwasu trwa 3-5 dni. Ja wybrałam tę dłuższą wersję.

Pierwszego dnia (np. rano) w dużym słoiku mieszamy 50g mąki razowej z 50 ml ciepłej wody. Słoik umieszczamy w najcieplejszym miejscu mieszkania- bakterie fermentacyjne lubią temperaturę ok. 35 st C. Ja skorzystałam z jakiejś rady przeczytanej na blogu- lekko rozgrzałam piekarnik i umieściłam w nim słoik, zostawiłam do ostygnięcia, apotem słoik umieściłam przy kaloryferze.

Wieczorem tego samego dnia (po 12h) mieszamy zakwas i znów zostawiamy w cieple.

Drugiego dnia powtarzamy wszystkie etapy, jak pierwszego dnia. (Dokarmiamy zakwas, czyli do tego, co mamy w słoiku dodajemy kolejne 50g mąki i 50 ml wody)

Trzeciego dnia robimy dokładnie to samo, ale wieczorem po zamieszaniu zakwasu przykrywamy go gazą

Czwarty dzień  nazwałam "dniem odpoczynku dla zakwasu". Tego dnia go nie dokarmiamy, tylko mieszamy rano i wieczorem

Piątego dnia po raz ostatni dokarmiamy zakwas, wieczorem możemy go już użyć do wypieku

Wtedy, gdy nie używacie zakwasu- spokojnie można go przechowywać w lodówce. Wystarczy, że przed kolejnym wypiekiem wyjmiesz zakwas z lodówki i dokarmisz- z tak przygotowanego zakwasu spokojnie można piec kolejne chleby

 

Zakwas mamy. Czas na chleb!

A do chleba potrzebujemy:

350g mąki razowej (150g na zaczyn i 200g dodajemy po dojrzewaniu zaczynu)

150 g mąki kukurydzianej

250 ml ciepłej wody (z czego 100 ml do zaczynu)

150 ml mleka

3 średnie cebule

2 ząbki czosnku

1 łyżeczkę soli

Po łyżce (płaskiej): tymianku, majeranku i rozmarynu

1 łyżeczka drożdży instant (jeżeli nasz zakwas nie jest jeszcze mocny, przy pierwszych wypiekach, jeżeli używaliście i dokarmialiście zakwas wiele razy, możecie ten punkt ominąć)

Zaczynamy od zrobienia zaczynu, czyli mieszamy i zagniatamy 50g zakwasu, 100 ml ciepłej wody i 150g mąki razowej. Taki zaczyn przykrywamy ściereczką i zostawiamy na noc (lub po prostu 12h) do wyrośnięcia

Cebule podsmażamy na oleju rzepakowym, pod koniec można dodać trochę mleka- wtedy smak cebuli będzie łagodniejszy

Drożdże mieszamy z ciepłą wodą, dodajemy do zaczynu

Do zaczynu dodajemy resztę mąk, wszystkie suche składniki, ostudzoną cebulę i mleko

Takie ciasto przykrywamy ściereczką i odstawiamy do ciepłego miejsca na min. 1h

Piekarnik rozgrzewamy do 200stC, chleb pieczemy ok. 45-60 min

Przed podaniem ostudzamy

Smacznego!

Chyba już wspominałam coś o moich i kota "walk o pieczywo". Skubany, wykorzystał to, że moje ręce były zajęte aparatem ;)

piątek, 17 stycznia 2014

Oj dawno nie było tu chleba, a szkoda! Oprócz smaku świeżutkiego chleba domowego uwielbiam też jego zapach, który roznosi się po kuchni podczas pieczenia.

Czy mówiłam już Wam, że mój kot uwielbia pieczywo? Nasza wspólna walka o bułkę stała się wspólną zabawą ;)

 

Ostatnio jestem fanką majeranku, dodaję go do każdej potrawy. Dlatego w chlebie też się znalazł

460g mąki razowej

250 ml mleka

1,5 łyżeczki drożdży

szczypta soli

łyżka majeranku

łyżeczka miodu

3 łyżki oliwy z oliwek

garść pestek słonecznika



Najperw przesiewamy mąkę do miski

Dodajemy wszystkie składniki

Dokładnie i długo wyrabiamy ciasto

Odstawiamy na 1,5h w ciepłe miejsce (miskę przykrywamy ściereczką)

Z ciasta formujemy okrągły bochenek, wkładamy do nagrzanego do 180 stC piekarnika i pieczemy przez 30-40 minut

Rozkoszujemy się cudownym smakiem i zapachem :)

Smacznego!

piątek, 22 listopada 2013

Tak tak. Zdaję sobie sprawę z tego, że jeszcze się grudzień nie zaczął, a ja już o świętach piszę. Prawdę mówiąc jestem wielką przeciwniczką rozpoczynania świątecznej nagonki tuż po zaduszkach. Przeraziłam się trochę, gdy będąc w Berlinie w długi weekend (11-listopadowy) na każdym kroku atakowały mnie renifery, prezenty i bałwany ze Świętym Mikołajem na czele. Ale akurat o tym przepysznym pierniku trzeba zacząć myśleć wcześniej, ponieważ dojrzewa on minimum 2 tygodnie, a im dłużej tym lepiej. Jest to deser na który z niecierpliwością czeka cała moja rodzina, więc dzisiaj spełniłam jeden ze swoich Wigilijnych obowiązków :) W tym roku postanowiłam jednak trochę zmodyfikować przepis, by ciasto było trochę zdrowsze. I dodatkowo planuję użyć do niego tylko i wyłącznie własnych konfitur, część jest już zapasteryzowana i czeka w lodówce do świąt. Niech żyją zdrowe słodkości!

Już teraz przygotuj:

1 kg mąki (u mnie razowa, w zeszłym roku robiłam pół na pół z pszenną, w tym roku postawiłam na pełne ziarno w całości)

250g masła (ja użyłam 125g masła i 75 ml oleju rzepakowego (na próbę). konsystencja surowego ciasta jest normalna, więc myślę że spokojnie można użyć oleju rzepakowego zamiast masła w całości)

3 jajka (ekologiczne)

2,5 szklanki cukru trzcinowego

0,5 szklanki zimnego mleka

3 łyżeczki sody oczyszczonej

500g miodu

3-4 torebki przyprawy do piernika

po czubiastej łyżeczce: cynamonu, białego mielonego pieprzu, imbiru i gałki muszkatołowej

garść włoskich orzechów

3 duże pomarańcze

0,5 łyżeczki soli

Najpierw przygotujemy SKÓRKĘ POMARAŃCZOWĄ (przecież nie użyję gotowca, nie będzie tego przepięknego aromatu, zarówno w pierniku, jak i w domu)

Pamiętajcie jednak, żeby pilnować skórki, bo z własnego doświadczenia wiem, że spalona skórka nie pozostawia aromatu, a raczej utrzymujący się przez dłuższy czas zapach spalenizny ;)

Pomarańcze szorujemy dokładnie szczoteczką do warzyw

Pomarańcze obieramy i wcinamy (np. z owsianką albo używamy jej do konfitury dyniowo-pomarańczowej ;) )

Ze skórki skrajamy dokładnie wierzchnią warstwę, żeby otrzymać część bez białej skórki

Skórkę wrzucamy do rondelka i zalewamy wrzątkiem. Gotujemy przez 5 minut

Po tym czasie odlewamy wodę, zalewamy skórkę świeżą wodą, dodajemy 0,5 szklanki cukru

Gotujemy pół godziny na wolnym ogniu CAŁY CZAS PILNUJĄC, ŻEBY SIĘ NIE PRZYPALIŁA

Skórka gotowa? Niech ostygnie, my bierzemy się za ciasto piernikowe!

Do dużego garnka (Najlepiej największego, jaki macie- będzie wygodniej ugniatać ciasto) wrzucamy masło (lub olej), miód i 2 szklanki cukru

Podgrzewamy do zagotowania, co jakiś czas mieszając

Odstawiamy do ostygnięcia, czasami mieszamy

W tym czasie kroimy skórkę w drobną kostkę, siekamy orzechy, przygotowujemy mieszankę przyprawową

Przygotowujemy mleko: wlewamy do szklanki, dodajemy sodę, ale całość mieszamy tuż przed dolaniem do masy!

Do ostygniętej masy dodajemy mąkę, jaja, mleko z sodą, przyprawy, orzechy, skórkę i sól

Wygniatamy masę. Będzie dość lepiąca, ale nie przejmujcie się tym (w końcu więcej dla was do wylizania ;)  )

Lepkie ciasto wkładamy do foliowej torebki, zawiązujemy, zawijamy w ściereczkę i wstawiamy na min. 2 tygodnie do lodówki

W Wigilię rano wyciągamy ciasto i rozwałkowujemy na całej długości i szerokości blachy (mi wychodzą 2-3 blachy)

"Placki" urosną podczas pieczenia, należy rozwałkować ciasto na grubość mniej więcej 7 mm

Taki placek dzielimy na prostokąty (z blachy mojego wymiaru wychodzą 3 paski)

Robimy przekładańca- warstwę piernika przekładamy powidłem śliwkowym lub konfiturą domowej roboty, następnie kładziemy kolejny prostokąt piernika, znów przekładamy konfiturą i na wierzch ustawiamy kolejny "placek"

Tak przygotowany piernik zawijamy folią spożywczą i odstawiamy, żeby konfitury "wsiąkły" w ciasto. Folia pełni jeszcze inną funkcję- broni ciasto przed podżeraniem piernika przed wigilijną kolacją :)

Voila, gotowe. Teraz wystarczy tylko pokroić piernik na mniejsze kawałki i wysłuchiwać oznak zachwytu

mmm... już nie mogę się doczekać Wigilii! 

Smacznego!

 Zdrowe słodkości 

sobota, 06 lipca 2013

Z jakimi daniami Wam się kojarzy lato? Jesteście fanami truskawek, czereśni, a może... fasolki szparagowej?

Dla fanów tej ostatniej opcji mam przepyszny przepis- muffiny w wersji zdrowej i nie do końca słodkiej. Zobaczcie sami!

Ja takie muffinki przyniosłam ostatnio do miejsca, gdzie odbywam praktyki. Od tego dnia jestem uznana za "tą, która wie co jest zdrowe i gotuje zdrowo". Przepis idealny na małą przekąskę, śniadanie czy kolację :)

Na ok. 10 muffinek potrzebujemy:

szpinak mrożony (u mnie 4 zamrożone kulki)

garść fasolki szparagowej (u mnie żółta, ale warto pokombinować też z zieloną)

1 dojrzały pomidor

50g mąki żytniej

10 g otrąb pszennych

2 łyżki siemienia lnianego

1 jajko

100 ml mleka

2 łyżki ricotty

trochę twarogu

ew. przyprawy do smaku (polecam gałkę muszkatałową, ale ostrożnie z ilością!)

 

Szpinak i fasolkę gotujemy

W tym czasie można nastawić piekarnik, żeby nagrzał się do 180 stopni

Szpinak miksujemy z ricottą, mlekiem, mąką, otrębami i jajkiem

Dodajemy siemię lnianę, pokrojony w kostkę pomidor, skruszony twaróg i fasolkę pociętą na ok. centymetrowe kawałki

Wszystko mieszamy dokładnie, doprawiamy

Masę przekładamy do foremek

Wrzucamy do piekarnika i pieczemy ok. 20 minut

Smacznego!

 

wtorek, 12 lutego 2013

Od razu przyznaję- przepis nie jest mój. Znalazłam go na tym blogu

Pierwszą rzeczą, jaką przepis mnie zaintrygował było użycie całych ziaren orkiszu. Z radością odkryłam, że można je kupić nawet w mniejszym carrefourze. A tak nawiasem mówiąc- w tych sklepach coraz częściej można znaleźć takie cuda jak syrop z agawy, wodorosty i papier ryżowy do sushi czy inne eko-produkty. Facebookowo mówiąc- lubię to!

Chleb jest bardzo napakowany ziarnami i pestkami, przez co jest ciężki i sycący. Uwaga! Uzależnia ;)

Na chleb potrzebujemy:

180 g ziaren orkiszu

300 g mąki orkiszowej

250 g mąki żytniej

2 łyżeczki soli

40 g świeżych drożdży (lub 20 g instant)

2 łyżki miodu

200 g płatków jęczmiennych

150 g pestek słonecznika

Dzień przed wypiekiem zalewamy ziarna 550 ml wody (gorącej) i zostawiamy na noc

Następnego dnia przesiewamy ziarna, a wodę lekko podgrzewamy (uwaga. jeżeli zaczniesz wyrabiać ciasto ze zbyt ciepłą wodą- łatwo można się poparzyć...)

Do dużej miski wsypujemy sypkie składniki (mąki najlepiej przesiać), następnie miód

Na koniec dodajemy rozkruszone drożdże i wodę

Ciasto należy wyrabiać długo i cierpliwie. Akurat w przypadku tego chleba trzeba się liczyć z użyciem duużej siły do wyrobienia ciasta- jeżeli wiesz, że masz słabe ręce, to lepiej poprosić kogoś o pomoc lub przynajmniej zmianę w wyrabianiu ;)

Wyrobione ciasto przykrywamy czystą ściereczką i zostawiamy w ciepłym miejscu na 15 minut

W tym czasie przygotowujemy formę (u mnie klasyczna keksówka)- wystarczy włożyć papierem do pieczenia

Ciasto przekładamy do formy i przykryte ściereczką ponownie chowamy w ciepłe miejsce na 50 minut

Piekarnik nagrzewamy do 220 st C

Wkładamy formę, po 15 minutach zmniejszamy temperaturę do 200 st C i pieczemy dalej przez 30 minut

Chleb studzimy na kratce i jemy dopiero po całkowitym wystudzeniu (tak, tak. ćwiczmy cierpliwość. bez podżerania!)

Smacznego!

wtorek, 06 listopada 2012

I znowu chleb. Obiecuję, że kolejna notka będzie bezglutenowa :) ale nie mogłam się oprzeć podzieleniem się z Wami przepisem na pyszny chlebek. Delikatny, z orzeszkami i nasionami- czyli dokładnie tak, jak lubię.

Sezon na dynie w pełni, dlatego aż grzechem by było jej nie wykorzystać. Fanom tego bajecznie pomarańczowego warzywa proponuję przygotowanie puree z dyni- wystarczy dynię ugotować (w skórce, czy nie- to zależy jedynie od was, ale pamiętajcie że to właśnie pod skórką jest najwięcej witamin i minerałów). Następnie zawartość garnka odcedzamy i wszystko miksujemy. Wsadzamy do słoików i pasteryzujemy- do wrzącej wody wkładamy słoiki (jeżeli wasz garnek nie ma grubego dna- warto wyłożyć go gazetą) i gotujemy słoiki przez ok. 10 minut.

A gdy już mamy puree z dyni- nasz dyniowy sezon trwa jeszcze dłużej!

Do wypieku potrzebujemy:

400g mąki orkiszowej

50g mąki kukurydzianej

20g płatków owsianych

20g orzechów włoskich

15g pestek dyni

ok. 200-300g puree z dyni

7g drożdży instant

2 łyżek oliwy

200 ml ciepłej wody

1 łyżki soli

1-2 łyżek miodu

sezam do posypania

 

Płatki owsiane zalewamy wrzątkiem i czekamy, aż wchłoną wodę

W tym czasie przesiewamy mąkę i mieszamy wszystkie składniki, oprócz orzechów i nasion- drożdże warto wcześniej zmieszać z wodą

Porządnie wyrabiamy ciasto- ok. 10 minut

Pod koniec wyrabiania  ciasta dodajemy orzechy i nasiona

Ciasto zostawiamy w misce, przykrywamy czystą ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce na ok. pół godziny- tak, aby podwoiło swoją objętość

Formę- keksówkę smarujemy tłuszczem i wysypujemy bułką tartą, otrębami czy co tam mamy w kuchennej szafce

Przekładamy ciasto do formy

Z wierzchu można posypać sezamem lub innymi dodatkami (np. nasionami słonecznika lub pestkami dyni)

Pieczemy przez 15 minut w 180stopniach, następnie zmniejszamy temperaturę do 160 stopni i pieczemy przez 45 minut

Studzimy na kratce

Kroimy po całkowitym ostygnięciu

Smacznego!



środa, 24 października 2012

Już kiedyś rozpisywałam się nad walorami płynącymi z jedzenia chleba. Może niekoniecznie w nadmiernych ilościach, ale spożywany codziennie w niewielkiej ilości na pewno nam nie zaszkodzi, a nawet wręcz przeciwnie... Oczywiście wszystko zależy od jakości wypieku, rodzaju surowców i samego procesu pieczenia.

Mój dzisiejszy chleb jest chyba raczej z tych zdrowszych ;) Gluten, zawarty w mące orkiszowej i żytniej, jest dobrym źródłem białka. Aby umożliwić mu jego działanie (wiązanie dwutlenku węgla i przyspieszenie fermentacji) trzeba pamiętać o porządnym wyrobieniu ciasta za każdym razem

Do jego wypieku potrzebujemy:

270g mąki orkiszowej

230g mąki razowej

500 ml ciepłej wody

50 ml mleka

2 łyżki sezamu (+ dodatkowa porcja na posypanie wierzchu, ale tu można użyć takich nasion, jakie nam się żywnie podobają)

2 łyżki pestek dyni

2 łyżki pestek słonecznika

2 łyżki cukru

1 łyżka soli

13g drożdży instant lub 25g świeżych

 

Mąkę przesiewamy, dodajemy do niej wszystkie suche produkty

Wodę lekko podgrzewamy, dodajemy do niej mleko

Łączymy masę mokrą z suchą

Wyrabiamy ciasto (porządnie, ok. 10 minut)- nie martwcie się, jeżeli ciasto będzie trochę kleiste i nieformowalne

Ciasto zostawiamy w misce przykrytej czystą ściereczką, w ciepłym miejscu, przez 20 minut

Po pierwszej fazie fermentacji- wyrabiamy ciasto ponownie i przekładamy do keksówki (moja miała wymiary 8X27 cm)

Pozostawiamy w cieple (tradycyjnie- ciasto przykrywamy ściereczką) na kolejne 20 minut (teraz możecie nagrzać piekarnik)

Przed włożeniem do piekarnika można posypać go ziarenkami każdej maści

Pieczemy w 230 stopniach 50-60 minut

Studzimy na kratce (chociaż najlepiej chleb smakuje na ciepło- wtedy nie potrzebuje żadnych dodatków, jest przepyszny sam w sobie... mmmm!)

Smacznego!

czwartek, 03 maja 2012

Zaczynamy od zamarynowania tofu. Ja zaraz po kupieniu tofu przyprawiam je właśnie w ten sposób, a potem dodaję do różnych potraw- sałatek, zapiekanek, omletów czy czego tylko chcę.

Kawałek tofu kroimy w średniej wielkości kostki.

W miseczce mieszamy:

2 łyżki sezamu

2 łyżki sosu sojowego

1 łyżka oleju

sól, pieprz, zioła prowansalskie i na co tylko mamy ochotę

 

Tę mieszankę łączymy z serem i zostawiamy na min. 1 h w lodówce (najlepiej ten element wykonać wieczorem dzień wcześniej i zostawić tofu na całą noc)

 

Mamy już tofu? W takim razie zabieramy się za bakłażana. Kroimy go w plastry, solimy i zostawiamy do odsączenia na 30 minut. Najlepiej układać go na kawałkach ręcznika papierowego.

 

Teraz sos do zapiekanki- potrzebujemy do niego:

1 dużej cebuli (ja użyłam czerwonej)

puszki pomidorów w puszce

kilka ząbków czosnku

 

Cebulę szklimy, dodajemy czosnek i pomidory. Doprowadzamy do wrzenia i przyprawiamy do smaku

 

Gdy już mamy wszystkie półprodukty- łączymy zapiekankę w całość

Bakłażana kroimy na mniejsze paseczki

Dodajemy tofu i świeże liście szpinaku (zawsze możecie użyć mrożonego, gdy nie macie pod ręką świeżego)

Wszystko mieszamy

Zalewamy sosem

Pieczemy ok. 30 minut w 180-200 st C w żaroodpornym naczyniu (podczas pieczenia kilka razy warto wymieszać)

Przed podaniem można posypać parmezanem

Smacznego!

wtorek, 20 marca 2012

Sycące, dobre, ale trzeba uzbroić się w cierpliwość. I równocześnie obalam mit, że pieczone ziemniaki muszą ociekać tłuszczem i kaloriami :)

oto efekt:

potrzebujemy:

ulubione warzywa (u mnie pomidory, marchewka, ziemniaki i pietruszka)

3/4 szklanki mleka

jajko

łyżka oliwy

bazylia (jak widać u mnie w dużych ilościach)

opcjonalnie: trochę parmezanu, trochę otrąb

 

Zaczynamy od blanszowania warzyw- obrane wrzucamy na 5 minut do gotującej się wody i trzymamy na ogniu (najlepiej blanszować warzywa w całości, a dopiero potem pokroić- tą metodą tracimy mniej witamin i składników odżywczych. W dni wiosenne można blanszować i zapiekać młode ziemniaki w mundurkach)

Nagrzewamy piekarnik do 180 stopni, a w tym czasie.... :

warzywa wykładamy do naczynia żaroodpornego

przygotowujemy pseudobeszamel- do rondelka średniej wielkości wlewamy oliwę lub olej rzepakowy (ja ostatnio kupiłam tanio olej arachidowy- dobre źródło niezbędnych nienasyconych kwasów tłuszczowych!) i dolewamy mleko. Doprowadzamy do lekkiego wrzenia.

Odstawiamy na chwilkę, wbijamy jajko i mieszamy. Doprawiamy solą, pieprzem

Wylewamy sos na warzywa

Całą "zapiekankę" można oprószyć parmezanem (polecam) i otrębami oraz bazylią (najlepsza świeża)

Wkładamy do piekarnika i pieczemy do momentu ścięcia się warzyw z sosem (mojemu piekarnikowi zajęło to ok. pół godziny)

Smacznego!

 
1 , 2
Durszlak.pl Top Blogi Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów
JemyZdrowo.pl