na obiad

piątek, 17 lipca 2015

Jak zapewne wiecie, dieta wegańska rozpowszechnia się coraz bardziej. Do tego stopnia, że gdy ostatnio komuś powiedziałam, że "jestem wege", od razu zaczęła się litania "olaboga, to mleka i jajek TEŻ nie jesz?" Jak każda dieta, i ten sposób żywienia ma zarówno swoje zalety, jak i wady. Wiele badań wykazało, że weganie o wiele rzadziej chorują na nowotwory i choroby cywilizacyjne, takie jak nadciśnienie, cukrzyca i otyłość. Bierze się to głównie z bardzo wysokiej konsumpcji warzyw (a co za tym idzie- witamin i błonnika) oraz produktów sojowych i roślinnych źródeł tłuszczu. Jednak stosowanie takiej diety nie należy do najłatwiejszych zadań. Teoretycznie da się ją zbilansować poprawnie i nie doprowadzić do niedoborów pokarmowych (zwłaszcza, gdy dodatkowo stosuje się suplementację, która w weganizmie jest niezbędna- dotyczy to przede wszystkim witamin z grupy B, w szczególności witaminy B12 oraz witaminy D czy kwasów omega). Jednak wiele wegan nie przykłada do swojej diety aż tak dużej uwagi jak powinno. I wtedy dochodzi do niedoborów i chorób z nich wynikających- osteoporozy, anemii, chorób serca spowodowanych hiperhomocysteinemią (nadmiar homocysteiny jwynika z niedoboru witaminy B12). Dużym problemem jest bardzo niskie spożycie witaminy D- obecne w całej populacji, jednak szczególnie u wegetarian i wegan. Mam dla was dobrą nowinę- z myślą o tych niedoborach zaczęto wprowadzać do sprzedaży super grzyby, których nawet jedna porcja może pokryć dzienne zapotrzebowanie na witaminę D! Mowa o grzybach specjalnie naświetlanych promieniami UV. Wiadomo, nie jest to najcudowniejsza opcja, w końcu żywność napromieniowana nie brzmi jak produkt supernaturalny, ale producenci starają się ograniczać ilość promieni tylko do niezbędnej ilości. Może nie zachęcam do codziennego objadania się takimi grzybami, ale jest to na pewno produkt warty rozważenia przez wszystkich z Was, którzy nie chcą spożywać żadnych produktów odzwierzęcych. No ale przede wszystkim wychodźmy na słońce! Od 12 do 15, przy pogodzie jak dziś chyba nikogo ni trzeba do tego dodatkowo namawiać...

Tym razem przygotowałam dla Was danie z tradycyjnych, starych dobrych pieczarek. No i dorzuciłam jeszcze co nieco fasolki szparagowej. Gotowi? To do dzieła!

_IGP7393_2

30g kaszy gryczanej (lub innej, na jaką tylko macie ochotę)

garść fasolki żółtej szparagowej

1 duża (lub 2 małe) cebula

ok. 5-6 pieczarek

1 marchewka

 

Kaszę gotujemy zgodnie z przepisem na opakowaniu (ja zawsze zalewam dwukrotną ilością wody i gotuję w osolonej wodzie ok.20 minut)

Fasolkę myjemy, odcinamy końcówki i w całości gotujemy na parze

Gdy wszystko się gotuje- przygotowujemy "sos"

Na patelni podsmażamy cebulę na złoto.

Gdy będzie gotowa- dodajemy drobno pokrojone pieczarki

Na koniec wycinamy z marchewki obieraczką paski i dorzucamy na patelnię. Dusimy do zmięknięcia

Wszytko doprawiamy (polecam kurkumę i świeży tymianek)

Nakładamy zawartość patelni, kaszę i fasolkę na talerze

Smacznego!

_IGP7398_2

_IGP7391_2Lekkie i szybkie dania na upalne dni


sobota, 04 lipca 2015

W łuskach czy obrany- jak jecie bób? Są amatorzy i jednej, i drugiej metody. Nieobrany bób jest oczywiście jeść o wiele łatwiej, lecz łuska daje lekko goryczkowy posmak. Z kolei obieranie bobu jest świetną szkołą dla osób, które przeważnie pochłaniają posiłki bardzo szybko (niestety, ja również walczę z tym problemem). Oddzielając łuskę od ziarna zyskujemy czas, który nasz organizm wykorzystuje na trawienie i, przy spokojnym obieraniu, wysłanie informacji do mózgu o najedzeniu. Słyszałam kiedyś o ćwiczeniu na wolne jedzenie: zjedz 10 rodzynek w 10 minut, nie krócej. Oj, byłoby trudno... Zwłaszcza, że często rodzynki wykorzystujemy jako przekąskę, po którą nasze ręce sięgają niekontrolowanie ;)

Co oprócz treningu powściągliwości daje nam bób? Jest to przede wszystkim bogate źródło witamin z grupy B- w tym kwasu foliowego (przyszłe mamy powinny się z nim zaprzyjaźnić!). Dodatkowo bób, jako roślina strączkowa, zawiera sporo białka. Kusi nas też bogactwo błonnika, przy niewielkim udziale sodu i tłuszczu.

A co do bobu Wam dziś proponuję? (Chociaż bób miał być jedynie dodatkiem). Ryż w wiosennym wydaniu- ze świeżym szpinakiem i kalarepą! No i, jak to w mojej kuchni, nie mogło też zabraknąć cebuli!

_IGP7318_2

Do tego dania potrzebujemy:

ok 30-40g ryżu

1 cebulę

1 ząbek czosnku

2 pęczki świeżego szpinaku

pół kalarepy (lub 1/3 jeżeli jest duża)

Imbir- świeży (ok. 1 cm) lub mielony (pół łyżeczki)

Szczyptę kurkumy

 

Bób gotujemy w gorącej wodzie przez ok 15 minut (po tym czasie należy sprawdzić, czy już jest gotowy i ewentualnie podgotować jeszcze przez chwilę)

Ryż wrzucamy na gorącą wodę i gotujemy wg. przepisu

Gdy ryż i bób się gotuje przygotowujemy sos:

Kalarepę kroimy w kostkę i wrzucamy na wrzątek, gotujemy przez ok 5 minut

Cebulę i czosnek podsmażamy przez chwilkę, gdy wszystko się zarumieni dodajemy obrany (czyli bez łodyg) szpinak

Dodajemy ugotowaną i odcedzoną kalarepę oraz przyprawy, zostawiamy przez chwilkę wszystko razem na małym ogniu, żeby się "zagryzło"

Gdy bóg i ryż są gotowe: odcedzamy i nakładamy wszystko na talerze

Przy pogodzie jak dziś podajemy z orzeźwiającą lemoniadą

Smacznego!

_IGP7316_2

_IGP7315_2

Bóbmania

19:07, dietoholic , na obiad
Link Dodaj komentarz »
sobota, 13 czerwca 2015

Nowalijki mniam mniam :)

Kiedyś kupiłam szparagi, przyrządziłam je w moich ulubionych wersjach, a resztę chciałam ugotować w jakich nowy sposób. W tym przypadku zawsze warto zasięgnąć porady od najlepszych. Telefon do siostry.

- Hej, Kaś. Z czym mogę zrobić szparagi? Z kozim serem, w omlecie i w sosie cytrynowym już jadłam. Jakieś propozycje?

- Hm... nie wiem. Ja tam zawsze robię risotto ;)

No i padło na "coś risottopodobnego". Ponieważ ryż do risotto się skończył. Ale miałam ryż brązowy, ok. Jesteśmy na dobrej drodze. Ale jakoś mi to tak nie pasuje. Tylko ryż i szparagi? Żadnego kulinarnego fiu bździu? Tricków i bajerków? Dodatkowo zachciało mi się jakiegoś sosu z bazą mleczną/jogurtową. I bach! Pomysł na beszamel wparadował do mojej kuchni!

_IGP7292_2

Dla jednej osoby wystarczy:

30g brązowego ryżu

kilka szparagów (ja dałam ok. 5 cienkich)

1 cebula (lub 2 mini)

trochę imbiru (kawałek o grubości 0,5cm)

kurkuma! i inne przyprawy

Sos beszamelowy:

  • 3/4 szklanki mleka
  • 1 łyżka oleju rzepakowego
  • kopiasta łyżka mąki (u mnie razowa)
  • ociupinka cynamony i pieprzu ziołowego
  • ew. sól, ale ja w odpowiednim momencie się zorientowałam, że mój ryż już jest odpowiednio (czyt. za bardzo dla normalnej osoby) słony, więc nie soliłam beszamelu

_IGP7288b

Zaczynamy od ryżu, bo ten rodzaj się gotuje dość długo

Potem zabieramy się za warzywka- szatkujemy cebulę, wrzucamy na rozgrzany olej rzepakowy, po chwili dodajemy pocięte w małe kawałki szparagi. Doprawiamy kurkumą i ew. innymi przyprawami, dodajemy pokrojony drobno świeży imbir. Mieszamy co jakiś czas, zdejmujemy z gazu po ok 10 minutach

Przygotowujemy beszamel: rozgrzewamy olej, dodajemy mąkę. Intensywnie mieszamy. Dodajemy mleko i przyprawy, nadal intensywnie mieszamy. Uwaga! Z tego przepisu wyjdzie trochę więcej beszamelu niż potrzeba. No chyba, że jesteście miłośnikami sosów :)

Podajemy na talerze każdą część osobno albo zmieszane wszystko razem.

Smacznego!

_IGP7274_2

17:20, dietoholic , na obiad
Link Komentarze (6) »
sobota, 30 maja 2015

Jakiś czas temu Michał Rusinek napisał książkę "Jak przeklinać? Poradnik dla dzieci" (swoją drogę pięknie zilustrowana). Myślę, że pieczone buraki mogłyby być również świetnym przekleństwem w wersji dziecięcej, pomimo że to raczej brukselka była przekleństwem dzieciństwa.

Moim znienawidzonym i "ja tego do buzi nie wezmę" warzywem był szpinak. To chyba dlatego, że w przedszkolnej stołówce wyglądał on NAPRAWDĘ obrzydliwie (zwykliśmy mawiać, że to trawa wymieszana z błotem położona na talerzu). A teraz proszę, wszystko co ze szpinakiem wzbudza we mnie zainteresowanie :)

Dziś proponuję Wam danie zawierające wszystko co lubię, czyli:

  1. buraki
  2. szpinak
  3. ser kozi
  4. (dodatkowo przyprawy i czosnek)

_IGP7158_2

Jest to idealna propozycja na lekki obiad. Można też zapakować do pracy i jeść na zimno albo po prostu zaserwować na imprezie :) W planach miałam zjedzenie tego z fasolką szparagową, ale sąsiedzi wykupili na targu :)

A przygotowanie jest niesamowicie proste:

Najpierw obieramy lub dokładnie myjemy szczotką buraki (jednak gdy są stare to polecam obrać)

Kroimy je w tej samej grubości, dosyć cienkie plasterki i układamy w żaroodpornym naczyniu wyłożonym papierem do pieczenia

Polewamy oliwą/ olejem rzepakowym (polewamy, nie zalewamy ;) nie przesadzajmy z ilością) i wrzucamy do rozgrzanego piekarnika na ok. 20-30 minut (aż zmiękną i będą miały konsystencję na pograniczu chrupkości i miękkości)

W tym czasie przygotowujemy sos:

W garnku rozmrażamy szpinak (ja dałam 3 kulki) w wodzie i mleku (pół na pół)- oczywiście w sezonie możecie też wykorzystać świeży szpinak i podgotować go aż do zmięknięcia

Pod koniec gotowania dodajemy spory ząbek czosnku i łyżkę sera koziego (ja użyłam takiego do smarowania), mieszamy intensywnie

Przyprawiamy do smaku

Gdy buraki będą gotowe- podajemy je z sosem i dobrą bułką/ bagietką

Smacznego!

_IGP7153_2

_IGP7164_2

17:12, dietoholic , na obiad
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 06 kwietnia 2015

Buraki, brokuły- chyba po prostu uwielbiam wszystkie warzywa rozpoczynające się na literę B!

Gdy teraz myślę o pierwszym moim skojarzeniu z brokułami przypomina mi się reklama jakiejś lodówki (Whirpool?), gdzie autor wyłożył całą lodówkę brokułami tak, że wyglądały one jak małe drzewka. Cóż... teraz producenci przyciągają nas lodówkami wypchanymi po brzegi coca-colą, czy można to uznać za element amerykanizacji?

Wielu z nas uważa cytrusy za najlepsze źródło witaminy C. Co bardziej zainteresowani przywołaliby tu ziemniaka, który jest źródłem tego składnika ze względu na wysokie jego spożycie, a nie wysoką zawartość witaminy C w 100g produktu. W świat poszła również plotka o natce pietruszki i brukselce, ale przyznajmy szczerze- nie są to produkty spożywane w zbyt dużych ilościach- większość z nas brukselką jest zrażona od wczesnego dzieciństwa, a natkę pietruszki używa tylko jako dodatek do dania w ilości szczypty (maksymalnie dwóch).

No to pozwólcie, że przypomną wam o innej "plotce"- brokuł może też być dobrym źródłem witaminy C. Dlaczego powiedziałam "może być" a nie "jest"? Otóż warto zaznaczyć, że zawartość tej witaminy zależy od obróbki kulinarnej. Niewielu z nas jada brokuły na surowo (robi to na przykład mój tata, ale może nie będę tu wcinać takich prywatnych dygresji ;)). I w sumie dobrze, bo nie są one dobrze trawione w stanie surowym oraz mogą się przyczynić do tworzenia wola endemicznego (szczegóły wkrótce). Klasyczne gotowanie brokułów wiąże się z dużą stratą witaminy C, dlatego jeżeli wybieramy ten rodzaj obróbki należy: a. wrzucić brokuły do wrzącej wody, żeby maksymalnie skrócić czas gotowania; b. użyć również trzonu brokuła, bo w nim straty witamin są o wiele mniejsze niż w różyczkach. Podczas gotowania większość witaminy C "ucieka" i rozpuszcza się w wodzie, dlatego warto też użyć wody, w której gotujemy brokuły do zrobienia np. zupy. Bulion ten można też zamrozić i wykorzystać w przyszłości. Jednak badania wykazują, że najmniejsze straty składników mineralnych występują gdy brokuła gotujemy na parze.

Co jeszcze należy powiedzieć o brokule? Wspomniałam o tworzeniu wola endemicznego. Do tego przyczyniają się goitrogeny i glukozynolany obecne we wszystkich warzywach krzyżowych (czyli również w kapuście, kalafiorze, rzodkiewce, gorczycy i wielkanocnej rzeżusze). Jednak na skutek działanie enzymu mirozynazy, uwalnianego podczas uszkodzenia tkanek roślin, glukozynolany mogą być zhydrolizowane, czyli ich działanie będzie ograniczone. Warzywa krzyżowe wystarczy ugotować bez pokrywki w min. 90stC, żeby enzym ten zaczął działać.

A teraz przejdźmy do rzeczy- Oto brokułowy bulgur! (przepraszam za jakość zdjęcia)

Do wykonania potrzebujemy:

Kaszy bulgur (ok.40g/osobę)

Cebuli

Pomidorów w puszce

Połowy brokuła

Ulubionych przypraw

 

Zaczynamy od ugotowania kaszy we wrzącej wodzie- niech się gotuje podczas przygotowywania reszty dania

Cebulkę podsmażamy na oleju rzepakowym

Na patelnię dorzucamy podzielonego na różyczki brokuła, zaczynając od "grubszych" części (łodygi), a na różyczkach kończąc

Gdy brokuł będzie chrupki i zarumieniony- dodajemy puszkę pomidorów w puszce

Całość przyprawiamy do smaku, łączymy w kaszą i podajemy na stół

Smacznego!

poniedziałek, 30 marca 2015

Ajajaj. Troszkę zaniedbałam tego bloga i jego czytelników nie publikując żadnych notek, ale już to naprawiam!

Francja to kraj serów, chleba i generalnie dobrej kuchni więc studiując tutaj powinnam Was zasypywać przepisami z taką prędkością, że nie wyrabialibyście się z gotowaniem. A tu nic. Mam nadzieję że poniższym daniem zrekompensuję moje milczenie :)

Jeszcze będąc w Polsce quiche był dla mnie daniem, które wywoływało uśmiech na twarzy. Pracując w gastronomii przez niemalże 4 lata (a wszystkie lokale reklamowały się jako francuskie) słyszałam chyba wszelkie wersje wymowy tego słowa. Były kosze, kusze, kisze i kłiche. Ale moim faworytem jest KŁAJCZ.

Przeważnie nie jestem fanką tego dania. Gdy zdarzało mi się takie jadać w różnych warszawskich lokalach, za każdym razem byłam zawiedziona. Pomimo, że nazwa przyciągała bakłażanem, brokułem, papryką i innymi pysznościami, w daniu tym przeważało półfrancuskie ciasto i mnóstwo masy jajeczno-śmietanowej lub beszamelowej, a warzyw było tyle co kot napłakał... Jednak po moich wcześniej wspomnianych zajęciach (french family cooking) zmieniłam opinię co do tego dania. Bo, owszem, quiche zawierał masę i ciasto, ale był również wypełniony po brzegi aromatycznymi dodatkami. I to uczyniło z niego pyszne danie, którym się zajadałam z dokładkami :)

(przepraszam za komentarze i złej jakości zdjęcie, ale w aktualnych warunkach muszę sobie jakoś radzić robiąc zdjęcia telefonem)

Na 1 sporego quicha, ok. 8 porcji potrzebujemy:

składniki na ciasto: można pójść na łatwiznę i kupić mrożone ciasto kruche albo zrobić własną tartę np bazując na tym przepisie

8 jajek

150g śmietany 18% (myślę, że można w całości lub większości zastąpić jogurtem, w szczególności greckim)

70 g tartego sera na wierzch

4 szczypty soli

mnóstwo aromatycznych świeżych ziół- tyle, żeby na cieście zrobiła się "górka" (podczas pieczenia i tak objętość się zmniejszy). mogą to być:

- pietruszka (główny składnik w oryginalnym daniu)

- bazylia

- rozmaryn

- seler

- szałwia

- szczypiorek

- oregano

 

Na początku przygotowujemy spód. Albo według powyższego przepisu, albo po prostu rozmrożone ciasto rozkładamy w okrągłej formie i nakłuwamy lekko widelcem

W przypadku ciasta przygotowanego własnoręcznie- przed przejściem do kolejnych etapów musimy odczekać, aż spód trochę przestygnie

W tym czasie zabieramy się za masę jajeczną- mieszamy śmietanę z jajkami, dodajemy sól lub inne sypkie przyprawy

Zioła szatkujemy na średniej wielkości, nie za małe kawałki

Gdy spód ostygnie wysypujemy na niego zioła. Dodajemy ich tak dużo, żebyście pomyśleli że zaraz wam zaczną wypadać z formy

Wszystko zalewamy masą jajeczną, wierzch oprószamy tartym serem (parmezan, ementaler, gouda- co tylko chcecie)

Wkładamy do rozgrzanego do 180 stopni piekarnika i pieczemy ok. 25-30 minut. Quiche będzie gotowy, gdy po wsadzeniu do niego noża ostrze będzie suche

bon apetit!

niedziela, 18 stycznia 2015

 

Kiedyś byłam fanką włoskiej kuchni. Chyba głównie dlatego, że nie ma prostszego obiadu niż ugotowanie makaronu i zrobienie sosu. Niestety, jak byłam mała to w naszym domu ratowaliśmy się takimi rozwiązaniami. Gdy w gimnazjum poszłam na konsultację dietetyczną usłyszałam, że moja dieta to "śmieciowe jedzenie"...

Potem zaczęłam się interesować zdrowym odżywianiem, odkryłam KASZE. Jaglana, gryczana, pęczak, quinoa- teraz kocham je wszystkie ;) Ale wczoraj naszła mnie ochota na dobry makaron ze szpinakiem. Wybrałam ten pełnoziarnisty i zrobiłam to danie w takiej wersji, jaką najbardziej lubię- o wiele więcej sosu niż samych klusek. Więc wyszło pożywnie i z większą zawartością witamin i błonnika, niż w przypadku zwykłego makaronu pszennego. Zobaczcie sami:

Potrzebujemy:

trochę makaronu pełnoziarnistego lub durum (ja zawsze daję ok. 30-35g na osobę)

trochę mrożonego szpinaku (u mnie 3 "kulki" z hortexu)

1 buraka

trochę sera twarogowego- ok. łyżki

trochę (też ok. łyżki) jogurtu lub serka homogenizowanego (najlepiej wybrać taki o małej zawartości nasyconych kwasów tłuszczowych)

1 cebulę

1 ząbek czosnku

przyprawy do smaku

 

W garnku gotujemy makaron i szpinak (dla "dwugarnkowców" z ograniczoną ilością palników można te dwie rzeczy gotować razem- wymagają mniej więcej tego samego czasu gotowania ;) )

W tym czasie na łyżce oleju rzepakowego podsmażamy cebulę i buraka, dusimy z dodatkiem wody, żeby burak nie był zbyt twardy

Teraz macie chwilkę czasu na dobrą książkę, fragment serialu albo po prostu obczajenie facebooka ;) pamiętajcie tylko, żeby co jakiś czas zamieszać cebulę

Gdy szpinak będzie już gotowy, a makaron będzie al dente- macie 2 opcje: możecie zmiksować trochę sos, żeby miał konsystencję odpowiadającą słowu "sos" :) albo możecie zostawić warzywa w takiej formie, w jakiej są. Ja wybrałam opcję "sos", dlatego do buraka i cebuli dorzuciłam szpinak, starty ząbek czosnku, twaróg i jogurt, a następnie wrzuciłam do blendera

Pamiętajcie, żeby produkty ze szpinakiem jeść z jakimiś źródłami wapnia- szpinak zawiera w sobie szczawiany. Mają one to do siebie, że nie związane z wapniem mogą odkładać się w nerkach i tworzyć złogi szczawianowe- przyczynę wielu chorób nerek. A jeżeli nie dostarczycie szczawianom wapnia bezpośrednio w posiłku (np. wiążąc szpinak z produktami mlecznymi), to on sobie ten wapń zabierze np. z kości. A osteoporoza jest coraz bardziej powszechna i od niedawna zalicza się ją do chorób cywilizacyjnych, więc dbajmy o odpowiednie wysycenie kości wapniem!

Ale wróćmy do gotowania- miksujemy wszystko, doprawiamy, łączymy z makaronem i voila! pyszny obiad gotowy :)

Smacznego!

Burak cukrowy Zima  we Włoszech Zdrowy obiad

wtorek, 06 stycznia 2015

Kasza + Mus dyniowy + Burak

We Francji dziś świętują Święto Trzech Króli zajadając się Galette de Rois. Znalezienie figurki i zostanie królem jest tylko pretekstem do spróbowania tego migdałowego ciasta francuskiego. Ale ja (jeszcze) nie jestem we Francji, więc serwuję Wam dzisiaj trochę bardziej polskie, przepyszne danie:

Potrzebujemy:

ok. 30-40g kaszy jęczmiennej (u mnie pęczak)

1 buraka

1 cebulę

kilka sztuk czarnych oliwek

Puree z dyni- ok. 100-150g, doprawionego lekko cynamonem

soli, pieprzu i jakich tam chcemy przypraw

 

Kaszę gotujemy przez ok 30 minut do uzyskania odpowiedniej miękkości

W tym czasie podsmażamy cebulę i dodajemy drobno pokrojonego buraka

Gdy zalążek sosu zmięknie- dodajemy puree z dyni

Przyprawiamy, dodajemy oliwki i gdy kasza zmięknie- łączymy kaszę z sosem

Smacznego!

Zimowy obiad wegański Zdrowy obiad Burak cukrowy

poniedziałek, 08 grudnia 2014

BHP czyli Burak Hummus Pieczarki. Spokojnie, nie będzie nic o utrzymywaniu czystości i ostrzeżeniach, jak używać noża, żeby nie zrobić sobie krzywdy. Bo mam nadzieję, że takie przypadki w waszych kuchniach się nie zdarzają :)

Pęczak jest ostatnio w modzie. Tak jak kasza jaglana. A to nic innego jak kasza jęczmienna. Generalnie kasze powinny królować w naszych kuchniach- są bogate w błonnik, obniżają poziom cholesterolu we krwi ułatwiając jego transport w organizmie, są źródłem witamin z grupy B i białka (wzczególnie ważne dla wegetarian). A w smaku pęczaku się zakochałam. Przechodziłam już fazy na kaszę gryczaną, kaszę jaglaną (potrafiłam ją jeść na śniadanie, obiad i kolację- małe urozmaicenie, ale nadal pyszne!), a teraz nadeszła era pęczaka!

A teraz kilka słów na temat BHP. Kto odwiedza mojego bloga ten wie, że moja miłość do buraka jest bezustannie wierna. Będzie kącik reklamowy: kilka miesięcy temu poszłam do warszawskiego lokalu Pineska. Polecam, miły i przyjazny lokal, dobre jedzenie (naprawdę ciekawa i sycąca oferta śniadaniowa!) i mają jeden przepyszny koktajl- malinowo-buraczany. Zakochałam się! Kto jeszcze nie próbował, niech odwiedzi dziewczyny koniecznie.

Co do hummusu. Jestem wielką fanką, ale nie kupuję go zbyt często bo wiem, że zaraz zniknie, a jednak jest to produkt dość energetyczny i o dużej zawartości tłuszczu (niby "tego dobrego", ale zawsze... można przekroczyć 35% energetyczności diety). Tak samo się dzieje przy każdorazowej próbie zrobienia własnego hummusu. Ale jak grzeszyć, to dobrze! Z kupnych polecam hummus libański. Wygląda o tak:

Dobry hummus jest również oczywiście w wyśmienitych hummus&falafel barach- warszawiakom i przyjezdnym do stolicy polecam Mezze (już o nich kiedyś pisałam, lokal na mokotowie) lub Laflaf- w centrum miasta. I nie tylko hummus u nich przepyszny...

A teraz o samym przepisie

Potrzebujemy:

30-40g pęczaka (lub ile tam chcecie)

1 sporą marchewkę

ok. 2 łyżek buraczków- uprzednio ugotowanych i startych (ja akurat miałam gotowe w lodówce, więc nie wymagało to dodatkowego wysiłku)

2 cebule

Kilka sporych pieczarek

2 łyżki hummusu

Przyprawy- sól, tymianek, czosnek (świeży), kurkuma- co chcecie

 

Kaszę gotujemy w osolonej gorącej wodzie

W tym czasie podsmażamy (na małej ilości tłuszczu, tradycyjnie polecam olej rzepakowy) cebule

Gdy lekko zmiękną- dodajemy pieczarki

Dorzucamy buraczki i czekamy aż wszystko się podgrzeje

Zamiast patrzeć się na garnki-  ścieramy na tarce marchewkę

Gdy farsz będzie już ciepły a kasza będzie prawie gotowa- do marchewki dorzucamy resztę warzyw, dodajemy hummus i przyprawiamy do smaku

Pęczak gotowy? Mieszamy wszystko razem, mamy przepyszne danie

Tak, pęczak jest kaszą lekko twardawą, za to między innymi go lubię ;)

Smacznego!

Wegetariański obiad IV

wtorek, 23 września 2014

Przeważnie jak robię kotlety w piekarniku, to mam ochotę powiedzieć: "wygląda jak kupa, ale smakuje znacznie lepiej"...

Tym razem postanowiłam zrobić kotlety strączkowe- soczewicowo-kukurydziane. W dni takie jak dziś jest dodatkowy plus- przynajmniej piekarnik oddaje trochę ciepła, co rozgrzewa trochę temperaturę panującą w mieszkaniu w tak bury dzień jak dziś...

czego potrzebujemy?

Pół puszki kukurydzy

3 średniej wielkości cebule

300 g ugotowanej soczewicy

łyżka siemienia lnianego

1 jajko

2 łyżki mąki kukurydzianej

otręby pszenne- do uzyskania odpowiedniej konsystencji

2 ząbki czosnku

kolendra, szafran, sól, musztarda- do smaku

 

Soczewicę namaczamy przez 1-2h, potem ją gotujemy, odstawiamy do ostygnięcia

Cebulę podsmażamy, doprawiamy solą, łyżką musztardy i czosnkiem

W misce mieszamy kukurydzę z soczewicą i jajkiem, blendujemy

Do tej mieszanki dorzucamy cebulę, siemię lniane, mąkę i otręby

Doprowadzamy do konsystencji stałej (trochę rzadszej niż na normalne kotlety, ale żeby masa się nie rozpływała)

Doprawiamy szafranem i kolendrą

Z masy tworzymy ok. 6-8 placków, które umieszczamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia

Wkładamy do rozgrzanego piekarnika, pieczemy ok 20 minut, w połowie pieczenia przewacamy na drugą stronę

Voila! Danie gotowe. Ja podałam z sosem pomidorowo-bakłażanowym, który mi został po wczorajszym obiedzie :)



kotu też smakowały :)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
Durszlak.pl Top Blogi Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów
JemyZdrowo.pl