środa, 29 kwietnia 2015

Mój pobyt we Francji zbliża się do końca. Jednak jeszcze przed powrotem do Polski wykorzystałam cudowną okazję żeby odwiedzić moją przyjaciółkę (i autorkę bloga nasmak.pl w jednym) w Niemczech. Pogoda się lekko popsuła, więc postanowiłyśmy odpocząć od zwiedzania i spędzić deszczowy dzień w kuchni. Na szczęście jedną z niewielu książek zabranych z domu do niemieckiego akademika Oli była przecudowna wege książka kucharska "New Feast". Dobry wybór! Jak obie stwierdziłyśmy- aktualnie książki kucharskie służą bardziej do kulinarnej inspiracji niż jako źródło przepisów, bo te równie dobrze możemy znaleźć za darmo w internecie. Ale od TYCH zdjęć ślina sama do ust napływa!

Postanowiłyśmy zrobić sałatkę z granatem, orzechami i pewnym serowym dressingiem. Jednak w sklepie się okazało, że granat zbyt drogi na studencką kieszeń a zachodnich przypraw na pewno nie znajdziemy, więc powstało co powstało:

_IGP7005_3b

_IGP6987_2b

Powstała przepyszna sałatka z kozim serem i truskawkami (oczywiście byłaby jeszcze lepsza w środku sezonu, ale nawet teraz się nią delektowałyśmy)

Czego potrzebujemy?

miksu sałat: u nas sałata masłowa, rukola i radicchio

garść orzechów włoskich

100g koziego sera (w kostce)

ok. 300g truskawek

miodowego vinegrette (miód, sok z cytryny, oliwa, troszkę soli, główka świeżego czosnku)

1 cebuli, najlepiej czerwonej

 

Sałatę rwiemy na mniejsze kawałki i mieszamy w dużej misce

Truskawki tniemy na cząstki, dodajemy do sałat

W tym czasie prażymy orzechy włoskie na lekko złoty kolor, dodamy je na koniec do sałatki

Cebulę szatkujemy lub kroimy w piórka, dodajemy do miski

Na koniec ser rwiemy na drobne kawałki i wszystko polewamy przepysznym vinegrettem (pamiętajcie, żeby czosnek pokroić w naprawdę małe cząstki)

Podajemy z pełnoziarnistą bagietką (akcent francuski!)

Smacznego!

_IGP6991_2b

 

_IGP6977_2b

_IGP6984_2b

_IGP7009_2b

 

16:45, dietoholic , sałatki
Link Komentarze (8) »
środa, 08 kwietnia 2015

Tyle się nachwaliłam o tym, że studiuję we Francji, a ani słowa jeszcze nie powiedziałam o najbardziej znanym francuskim zjawisku- Francuskim Paradoksie! Już to naprawiam :)

 

Definicja francuskiego paradoksu brzmi "występująca we Francji niższa niż przewidywana śmiertelność spowodowana chorobami serca, pomimo wysokiego poziomu spożycia tłuszczów nasyconych występujących m.in w serach, fois gras i tłustych sosach". Za główną przyczynę występowania tego zjawiska uważa się wysoką (ale nie za wysoką) konsumpcję wina. Jednak innymi czynnikami są też: niższa konsumpcja produktów typu fast-food, wyższa różnorodność diety i niższy poziom spożycia mleka, za to zastępowanie go jogurtami i innymi mlecznymi produktami fermentowanymi.

Co oznacza "wysoka, ale nie za wysoka" ilość spożywanego wina? Uznano, że działanie prewencyjne na choroby serca mają 2-3 kieliszki (230-345 ml) wina. Wyższa i niższa ilość może przyczyniać się do większego ryzyka występowania chorób serca. Oczywiście nie namawiam tutaj do codziennego picia! Warto jednak czasem wybrać kieliszek wina zamiast piwa czy drinka pełnego pomarańczowego soku lub innych dodatków pełnych cukru. Badania pokazują również, że amatorzy wina częściej spożywają produkty zdrowsze, niskotłuszczowe (a gdy wybierają tłuszcz to ten z lepszego źródła). Natomiast miłośnicy piwa częściej sięgają po czipsy, frytki, produkty wysokotłuszczowe i wysokoprzetworzone (jak ketchup czy majonez). Warto jednak podkreślić, że o ile umiarkowane spożycie alkoholu może przyczynić się do prewencji chorób serca, to jego nadmierna konsumpcja zwiększy to ryzyko.

Spożycie czerwonego wina może być korzystne dla zdrowia ze względu na dużą zawartość polifenoli (wśród których najbardziej znanym jest resweratrol). korzystne działanie wina podzielona na dwa elementy. Związane z obecnością alkoholu: zwiększające stosunek "dobrego" (HDL) do "złego" (LDL) cholesterolu i zmniejszające agregację płytki miażdżycowej oraz związane z obecnością polifenoli, polegające na zmniejszeniu stresu oksydatywnego i stanów zapalnych, a również zwiększenie wydzielania tlenku azotu, który odpowiedzialny jest za relaksację naczyń krwionośnych czyli łatwiejszy przepływ krwi i rozszerzenie średnicy naczyń krwionośnych. Resweratrol (antyoksydant należący do rodziny polifenoli) ma działanie anynowotworowe, przeciwwirusowe, neuroprotekcyjne, przeciwzapalne i może również opóźniać okres starzenia. Samo zdrowie! Za to cała rodzina polifenoli hamuje rozwój miażdżycy i zapobiega odkładaniu tłuszczu na ścianach naczyń krwionośnych. Są też związki z rodziny polifenoli, które działają dokładnie tak samo jak estradiol (żeński hormon z rodziny estrogenów), przyczyniając się do zwiększenia produkcji wspomnianego wcześniej tlenku azotu, co prowadzi do zmniejszenia ryzyka wystąpienia chorób serca. Jest to niezmiernie istotne dla kobiet po menopauzie, których organizm produkuje o wiele mniej estradiolu niż w młodości. Takie kobiety mogą w pewnym sensie zastąpić działanie estradiolu konkretnymi polifenolami.

Na początku tej notki wspomniałam jednak, że nie wszystko zawdzięczamy winu, ponieważ nie tylko tym faktem nasza dieta się różni od diety francuskiej. Zauważono, że Francuzi spożywają o wiele mniej mleka, zastępując go fermentowanymi produktami mlecznymi- jogurtami i serem. Naukowcy odkryli, że duże dawki mleka (powyżej 3 szklanek dziennie) mogą przyczyniać się do rozwoju stanu zapalnego i stresu oksydatywnego (prowadzącego między innymi do rozwoju działania rakotwórczych wolnych rodników) oraz miażdżycy. Dla Francuzów źródłem wapnia są między innymi sery. Najnowsze badania wykryły w nich obecność nowych białek przyczyniających się do regulacji ciśnienia krwi. Dodatkowo sery pleśniowe zawierają substancje mające działanie przeciwzapalne, a rodzina pleśni rozwijająca się na tych serach może hamować biosyntezę cholesterolu. Jednak warto we wszystkich tych zaletach pamiętać o fakcie, że sery te zawierają też spore ilości tłuszczu, więc nie należy przesadzać z ich nadmierną konsumpcję! Sery, wino- wszystko z umiarem...

A jeżeli o umiarze mowa... Częścią paradoksu francuskiego są też rozmiary porcji. Klasyczna porcja serwowana we francuskich restauracjach jest średnio o 25% mniejsza niż ta, która jest serwowana w Filadelfii. Jednak należy pamiętać, że to amerykańskie miasto słynie w typowych, wielkich amerykańskich porcji, a w innych regionach USA porcje nie są AŻ tak duże. Amerykanie jedzą więcej i szybciej, nie celebrują posiłku tak jak Francuzi. A wraz z wielkością porcji wzrasta również, niestety, wielkość spożycia...W połączeniu w szybką konsumpcją dale to nam bardzo negatywny efekt, ponieważ nasz organizm w tak krótkim czasie nie dostaje informacji o poziomie nasycenia tak wielką porcją i mamy wrażenie, że jeszcze możemy coś zjeść.

Dodatkowo jednym z elementów francuskiego paradoksu jest różnorodność diety. Produkty spożywcze można podzielić m.in na 5 grup:

  • produkty zbożowe i ziemniaki
  • mięso, drób i ryby
  • owoce i warzywa
  • nabiał i jaja
  • słodycze i tłuszcze

Jedno z badań wykazało, że o ile wśród francuskiej populacji osiągnięcie pełnej różnorodności diety (czyli spożywanie produktów ze wszystkich grup) w większości zajmuje 2 dni, to w ciągu tego samego czasu jedynie 33% Amerykanów spożywa produkty ze wszystkich wymienionych grup.

Podsumowując- francuskiego paradoksu nie należy postrzegać tylko pod pryzmatem wysokiej konsumpcji wina. Na zjawisko to składa się wiele elementów i dopiero jako całość może być uznane jako element zapobiegający takim chorobom jak otyłość, nadciśnienie czy miażdżyca. Dodatkowo należy zwrócić uwagę na fakt, że francuska dieta ma wiele zalet, ale nie jest też pozbawiona wad. Aktualnie Francuzi jedzą dużo frytek i białego pieczywa, co nie jest oceniane jako najlepszy wzór żywieniowy. No i skądś jakoś bierze się to otyłe, w 20% społeczeństwo... Nie każdy Francuz jest koneserem wina i serów, tak samo nie każdy Francuz je zdrowo i powoli delektuje się każdym posiłkiem. Jednak z pewnością możemy brać z Francuzów przykład w pewnych kwestiach, na przykład wprowadzając elementy francuskiego paradoksu do swojej diety.

Dla spragnionych wiedzy:

poniedziałek, 06 kwietnia 2015

Buraki, brokuły- chyba po prostu uwielbiam wszystkie warzywa rozpoczynające się na literę B!

Gdy teraz myślę o pierwszym moim skojarzeniu z brokułami przypomina mi się reklama jakiejś lodówki (Whirpool?), gdzie autor wyłożył całą lodówkę brokułami tak, że wyglądały one jak małe drzewka. Cóż... teraz producenci przyciągają nas lodówkami wypchanymi po brzegi coca-colą, czy można to uznać za element amerykanizacji?

Wielu z nas uważa cytrusy za najlepsze źródło witaminy C. Co bardziej zainteresowani przywołaliby tu ziemniaka, który jest źródłem tego składnika ze względu na wysokie jego spożycie, a nie wysoką zawartość witaminy C w 100g produktu. W świat poszła również plotka o natce pietruszki i brukselce, ale przyznajmy szczerze- nie są to produkty spożywane w zbyt dużych ilościach- większość z nas brukselką jest zrażona od wczesnego dzieciństwa, a natkę pietruszki używa tylko jako dodatek do dania w ilości szczypty (maksymalnie dwóch).

No to pozwólcie, że przypomną wam o innej "plotce"- brokuł może też być dobrym źródłem witaminy C. Dlaczego powiedziałam "może być" a nie "jest"? Otóż warto zaznaczyć, że zawartość tej witaminy zależy od obróbki kulinarnej. Niewielu z nas jada brokuły na surowo (robi to na przykład mój tata, ale może nie będę tu wcinać takich prywatnych dygresji ;)). I w sumie dobrze, bo nie są one dobrze trawione w stanie surowym oraz mogą się przyczynić do tworzenia wola endemicznego (szczegóły wkrótce). Klasyczne gotowanie brokułów wiąże się z dużą stratą witaminy C, dlatego jeżeli wybieramy ten rodzaj obróbki należy: a. wrzucić brokuły do wrzącej wody, żeby maksymalnie skrócić czas gotowania; b. użyć również trzonu brokuła, bo w nim straty witamin są o wiele mniejsze niż w różyczkach. Podczas gotowania większość witaminy C "ucieka" i rozpuszcza się w wodzie, dlatego warto też użyć wody, w której gotujemy brokuły do zrobienia np. zupy. Bulion ten można też zamrozić i wykorzystać w przyszłości. Jednak badania wykazują, że najmniejsze straty składników mineralnych występują gdy brokuła gotujemy na parze.

Co jeszcze należy powiedzieć o brokule? Wspomniałam o tworzeniu wola endemicznego. Do tego przyczyniają się goitrogeny i glukozynolany obecne we wszystkich warzywach krzyżowych (czyli również w kapuście, kalafiorze, rzodkiewce, gorczycy i wielkanocnej rzeżusze). Jednak na skutek działanie enzymu mirozynazy, uwalnianego podczas uszkodzenia tkanek roślin, glukozynolany mogą być zhydrolizowane, czyli ich działanie będzie ograniczone. Warzywa krzyżowe wystarczy ugotować bez pokrywki w min. 90stC, żeby enzym ten zaczął działać.

A teraz przejdźmy do rzeczy- Oto brokułowy bulgur! (przepraszam za jakość zdjęcia)

Do wykonania potrzebujemy:

Kaszy bulgur (ok.40g/osobę)

Cebuli

Pomidorów w puszce

Połowy brokuła

Ulubionych przypraw

 

Zaczynamy od ugotowania kaszy we wrzącej wodzie- niech się gotuje podczas przygotowywania reszty dania

Cebulkę podsmażamy na oleju rzepakowym

Na patelnię dorzucamy podzielonego na różyczki brokuła, zaczynając od "grubszych" części (łodygi), a na różyczkach kończąc

Gdy brokuł będzie chrupki i zarumieniony- dodajemy puszkę pomidorów w puszce

Całość przyprawiamy do smaku, łączymy w kaszą i podajemy na stół

Smacznego!

Durszlak.pl Top Blogi Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów
JemyZdrowo.pl