sobota, 26 marca 2016

Ostatnio odwiedziła mnie przyjaciółka, na codzień mieszkająca w Szkocji. I dopiero po usłyszeniu jej ahów, ohów i parsknięć zdałam sobie sprawę, dokąd zmierza warszawska gastronomia. Niemalże nie ma lokalu, w którym nie podkreślono by super wartości odżywczej wybranych potraw oraz tego, że nie znajdziemy w nich ani glutenu, ani laktozy, ani produktów pochodzenia zwierzęcego. (Warto dodać, że nie stołowałyśmy się w siedzi restauracji ze złotymi łukami).

Aż strach się bać, co będzie jeżeli przewidywania dietetyków się sprawdzą i zaatakuje nas moda na dietę FODMAPS, tak samo jako to było z dietą wegańską czy bezglutenową. To świetnie, że coraz częściej przykuwamy uwagę do tego, co jemy. Uśmiech nie schodzi mi z twarzy widząc te wszystkie sałatki i świeże zielone koktajle. Ale czy niektórzy z nas nie przesadzają? Wyśmienicie, że osoby z celiakią mają coraz lepszy dostęp do produktów bezglutenowych. Jednak warto pamiętać, że ta dieta nie powinna być modą i nie jest ona wskazana dla osób, którzy nie są zmuszenie przez własne kosmki jelitowe do jej stosowania. Dieta wegańska też była boomem. Z ekologicznego punktu widzenia- fantastycznie! Jednak pamiętajmy, że jest to dieta generująca spore niedobory pokarmowe i osoby, które wykluczą ze swojej diety wybrane produkty nie włączając do niej nic w zamian- robią sobie krzywdę. Zatem zdrowe żywienie oczywiście na plus, jednak należy pamiętać o rozważnym stosowaniu jakiejkolwiek z diet eliminacyjnych. Ja osobiście jestem fanką dietetycznego umiaru. I dotyczy to zarówno eliminacji jedzenia "śmieciowego", jak i wyłączania wielu produktów, które pozornie mogą nam szkodzić (laktoza? gluten?).

Jednym z plusów tych wszystkich boomów i mod jest rozpowszechnianie superfoods- produktów bardzo wartościowych dla naszego organizmu, a przeważnie niepoznanych lub zapomnianych. Dlatego ja dziś wam proponuję dania, które zakwalifikowałam jako "zdrowe- niezdrowe". Chipsy z jarmuża i frytki z brukwii. Polecam i smacznego!

IMG_8479

 

IMG_8499_2

IMG_8474

IMG_8501_2

IMG_8480

IMG_8490_2

IMG_8484_2

A wykonanie jest niezwykle proste!

Frytki z brukwi

- Brukiew myjemy, obieramy i kroimy we frytkokształtne paski

- Tak przygotowaną brukiew układamy na blasze z wyłożonym papierem do pieczenia

- Brukiew opryskujemy oliwą i dodajemy ulubione zioła i przyprawy

- Pieczemy do zarumienienia na złoto

Chipsy z jarmużu

- Jarmuż myjemy i dzielimy na mniejsze części, usuwając twardsze i zdrewniałe części łodyg

- Liście wsypujemy do miski, gdzie mieszamy je z przyprawami i odrobiną oleju

- Po dobrym rozprowadzeniu przypraw, jarmuż układamy równomiernie na blasze i pieczemy do uzyskania chrupiących chipsów

 

Smacznego!

 

Chipsy z jarmużu

- Jarmuż myjemy i rozdzielamy na kawałki (odrywają

12:13, dietoholic
Link Dodaj komentarz »
piątek, 29 stycznia 2016

Wróciłam z "urlopu" (górnolotnie nazwane 3 dni wolnego). Szkocja, Edynburg... no cudo! Wizualne, nie żywieniowe, niestety. Gdyby tam tak nie wiało i padało, to mogłabym tam zamieszkać. Mnóstwo kamienic, starych budynków. No i góra (albo raczej wzgórze) króla Artura. I to właśnie wzgórze mnie zabiło. Nie jestem chyba najodporniejszą na świecie osobą, więc z wyjazdu wróciłam z wysoką gorączką i wielkim niezadowoleniem. Bo kto jak kto, ale ja na pewno nie jestem chorobolubna...

Pierwsze dwa dni przeleżałam w łóżku wpychając w siebie zupę-krem, którą zrobiłam resztkami sił stojąc na nogach. Ale dziś było już lepiej, więc mogłam przejść się po warzywa na bazar. I tak powstała idea zrobienia pęczotta. W sumie wyszła trochę taka zupa dahl, tylko bez zupy, ale z pęczakiem. Rozgrzewa porządnie. Myślę, że imbir dodałby temu daniu trochę ciekawego smaku, a i przeciwchorobowe działanie byłoby zdwojone.

_IGP7501

Potrzebujemy:

30g pęczaku

2 łyżki ugotowanej (u mnie zielonej) soczewicy

1 sporą marchewkę

1 cebulę

ząbek czosnku

kilka łyżek pomidorów (ja dałam z puszki)

 

Zaczynamy od ugotowania soczewicy. Ja ugotowałam od razu więcej (na inne potrawy), a do przepisu użyłam tylko części.

Pęczak zalewamy gorącą wodą.

Do garnka z pęczakiem od razu wrzucamy też cebulę pokrojoną w piórka i pokrojoną w talarki marchewkę.

Zostawiamy na średnim ogniu, niech się gotuje.

Pod koniec dodajemy trochę pomidorów, ząbek czosnku i soczewicę. Jak chcemy, doprawiamy czym tam mamy pod ręką.

A jak już jest najpyszniejsze na świecie to podajemy do stołu.

Smacznego!

 

_IGP74791

_IGP74914

 

 

 
16:23, dietoholic
Link Dodaj komentarz »
piątek, 08 stycznia 2016

_IGP7458

Podobno nie ważne jak się zaczyna, ale istotne jest jak się kończy. Ja w nowy rok weszłam z impetem, czego świadectwem jest dzisiejszy dzień. Od rana mnie zaskakiwał. Na szczęście pozytywnie. Igła wagi zdrowia w końcu zaczęła przechylać się w kierunku szali normalności, a również zawodowo od początku roku rynek pracy zaczął mnie zaskakiwać, dając coraz to nowe wyzwania. Jak więc mogłam świętować to pasmo zmian na lepsze i małych sukcesów? Nie, moi drodzy, tym razem nie szampanem, ale... SAŁATKĄ Z BURAKA!

Tak, ten co mnie zna choć trochę (lub zdarzało mu się śledzić mojego bloga) dobrze wie, czym zawsze można polepszyć mi humor. To czerwonorubinowe warzywo zawsze wywołuje na mojej twarzy uśmiech, a w oczach- proszący o dokładkę wzrok, prawie jak u Kota ze Shreka.

Znałam takich, co mawiali, że snickers w smaku jest lepszy niż seks (proszę, nie każcie mi komentować doznań erotycznych moich przyjaciół). Cóż... jeżeli już naprawdę miałabym odnaleźć swojego snickersa w jakimkolwiek produkcie, to byłby to zapewne burak (przynajmniej na razie jestem skłonna oficjalnie stwierdzić, że nigdy mi się nie znudzi). Może i jest to słodkie warzywa, ale przynajmniej trochę zdrowsze niż połączenie czekolady, orzechów i karmelu z nasyconymi kwasami tłuszczowymi i masą chemicznych dodatków!

Zatem- afrodyzjak czy nie, rozkoszujcie się moją propozycją na dzisiejszy lunch, przekąskę czy kolację!

_IGP74532

Potrzebujemy:

2-3 garście rukoli

30-40g kaszy jaglanej

30g fety

50 g buraka

trochę oliwy i przypraw

 

Kaszę jaglaną gotujemy w gorącej wodzie, do osiągnięcia optymalnej miękkości

Buraka gotujemy i (ostudzonego) ścieramy na tarce

Na dno miski rozszarpujemy trochę rukoli (tzn. rwiemy na mniejsze części, żeby było wygodniej jeść- nie wiem jak wy, ale ja nienawidzę, gdy sałata lodowa ma zbyt wielkie kawałki i jedzenie takowej nie należy do najbardziej eleganckich widoków świata)

Na rukolę wylewamy trochę oliwy i dodajemy przyprawy, sałatę mieszamy dokładnie

Fetę szarpiemy w małe kawałki, dodajemy do sałaty

Dodajemy też ugotowaną kaszę i wiórki buraka. Całość mieszamy i ewentualnie jeszcze przyprawiamy

Podajemy, pakujemy lub jemy prosto z półmiska

Smacznego!

 _IGP74733

_IGP7464 

 

 

 

08:42, dietoholic , sałatki
Link Dodaj komentarz »
środa, 06 stycznia 2016

_IGP7425

Z szakszuką po raz pierwszy spotkałam się w opisywanym przez mnie wcześniej Mezze, które pomimo otwarcia wielu innych konkurencyjnych hummus barów w Warszawie, nadal zostaje moim ulubionym. Na początku nie byłam do tego dania przekonana. Zniechęcało mnie jajko, bo w końcu nie dość że takie pospolite (w porównaniu do falefeli) to jeszcze takie tłuste... (jakby hummus kaloryczny nie był, ale logiki mojego myślenia nie musimy dzisiaj komentować). Z resztą o plusach i minusach jajka oraz naukowych podwalin cholesterofobii też już kiedyś pisałam.

Ale wracając do szakszuki- jest to tradycyjne tunezyjskie danie, serwowane zazwyczaj z mięsem. Dużą ilością mięsa. Ale znając dzisiejszą wegetariańską modę, można się było spodziewać, że zaraz ktoś stworzy wersję bez padliny i założyłabym się o grube pieniądze, że pierwsza nie jestem. Ważne jest jedno- jajko. Bez tego (i bez pomidorów) szakszuka nie powstanie. Oto wyzwanie dla amatorów diety bezjajecznej i wegan!

Ze względu na obecność jajka jest to danie dosyć sycące, idealne na śniadanie, obiad i kolację, a również danie przedtreningowe. Szybkie, smaczne i sycące- to 3 S charakterystyczne dla Szakszuki (łącznie 4 S, czy to przeznaczenie?). Zaraz zobaczycie sami!

Ja do tego dania użyłam specjalnego żeliwnego naczynia, ale wydaje mi się, że w każdym teflonowym rondelku też powinno wyjść (choć może nie będzie tak ciekawie wyglądało po przełożeniu na talerz). 

 

Na jedną porcję potrzebujemy:

1 jajko

2 łyżki fasoli

ok. 4 łyżek przecieru pomidorowego

1 cebulę

1 marchewkę

przyprawy jakie tylko chcemy

 

Najpierw podsmażamy cebulę.

Dodajemy do niej startą marchewkę.

Czekamy, aż warzywa trochę się podgotują i dodajemy przecier pomidorowy i fasolę.

Na koniec wbijamy jajko i zostawiamy na małym ogniu czekając, aż białko się zetnie. Możemy w tym czasie delikatnie danie wymieszać, jednak uważając, żeby nie uszkodzić żółtka.

Podajemy w czystej postaci lub z kromką chleba.

Smacznego!

 


 
piątek, 17 lipca 2015

Jak zapewne wiecie, dieta wegańska rozpowszechnia się coraz bardziej. Do tego stopnia, że gdy ostatnio komuś powiedziałam, że "jestem wege", od razu zaczęła się litania "olaboga, to mleka i jajek TEŻ nie jesz?" Jak każda dieta, i ten sposób żywienia ma zarówno swoje zalety, jak i wady. Wiele badań wykazało, że weganie o wiele rzadziej chorują na nowotwory i choroby cywilizacyjne, takie jak nadciśnienie, cukrzyca i otyłość. Bierze się to głównie z bardzo wysokiej konsumpcji warzyw (a co za tym idzie- witamin i błonnika) oraz produktów sojowych i roślinnych źródeł tłuszczu. Jednak stosowanie takiej diety nie należy do najłatwiejszych zadań. Teoretycznie da się ją zbilansować poprawnie i nie doprowadzić do niedoborów pokarmowych (zwłaszcza, gdy dodatkowo stosuje się suplementację, która w weganizmie jest niezbędna- dotyczy to przede wszystkim witamin z grupy B, w szczególności witaminy B12 oraz witaminy D czy kwasów omega). Jednak wiele wegan nie przykłada do swojej diety aż tak dużej uwagi jak powinno. I wtedy dochodzi do niedoborów i chorób z nich wynikających- osteoporozy, anemii, chorób serca spowodowanych hiperhomocysteinemią (nadmiar homocysteiny jwynika z niedoboru witaminy B12). Dużym problemem jest bardzo niskie spożycie witaminy D- obecne w całej populacji, jednak szczególnie u wegetarian i wegan. Mam dla was dobrą nowinę- z myślą o tych niedoborach zaczęto wprowadzać do sprzedaży super grzyby, których nawet jedna porcja może pokryć dzienne zapotrzebowanie na witaminę D! Mowa o grzybach specjalnie naświetlanych promieniami UV. Wiadomo, nie jest to najcudowniejsza opcja, w końcu żywność napromieniowana nie brzmi jak produkt supernaturalny, ale producenci starają się ograniczać ilość promieni tylko do niezbędnej ilości. Może nie zachęcam do codziennego objadania się takimi grzybami, ale jest to na pewno produkt warty rozważenia przez wszystkich z Was, którzy nie chcą spożywać żadnych produktów odzwierzęcych. No ale przede wszystkim wychodźmy na słońce! Od 12 do 15, przy pogodzie jak dziś chyba nikogo ni trzeba do tego dodatkowo namawiać...

Tym razem przygotowałam dla Was danie z tradycyjnych, starych dobrych pieczarek. No i dorzuciłam jeszcze co nieco fasolki szparagowej. Gotowi? To do dzieła!

_IGP7393_2

30g kaszy gryczanej (lub innej, na jaką tylko macie ochotę)

garść fasolki żółtej szparagowej

1 duża (lub 2 małe) cebula

ok. 5-6 pieczarek

1 marchewka

 

Kaszę gotujemy zgodnie z przepisem na opakowaniu (ja zawsze zalewam dwukrotną ilością wody i gotuję w osolonej wodzie ok.20 minut)

Fasolkę myjemy, odcinamy końcówki i w całości gotujemy na parze

Gdy wszystko się gotuje- przygotowujemy "sos"

Na patelni podsmażamy cebulę na złoto.

Gdy będzie gotowa- dodajemy drobno pokrojone pieczarki

Na koniec wycinamy z marchewki obieraczką paski i dorzucamy na patelnię. Dusimy do zmięknięcia

Wszytko doprawiamy (polecam kurkumę i świeży tymianek)

Nakładamy zawartość patelni, kaszę i fasolkę na talerze

Smacznego!

_IGP7398_2

_IGP7391_2Lekkie i szybkie dania na upalne dni


wtorek, 07 lipca 2015

Koleżanka poleciła mi kiedyś smoothis ze szpinakiem i bananem. Ostatnio piłam też gdzieś na mieście koktajl bazujący na jarmużu, również z bananem. Dlatego też coraz mniej lękliwie podchodziłam do tego połączenia w mojej kuchni. A traf chciał, że mając straszną ochotę na jaglankę jedynymi produktami w mojej lodówce był świeży szpinak, banan i kalarepa. I tak powstał ten przepis :)

Nieufni pewnie zdecydują się na inną odsłonę kaszy jaglanej. A odważni będą mieli super śniadanie lub super-jakikolwiek-posiłek! Do której grupy TY należysz?

Banan będzie lekko osładzał smak szpinaku i pięknie komponował się z kaszą jaglaną. Jeżeli nadal mi nie ufasz- możesz spróbować ten przepis w "wersji light": bez kalarepy, ale z większą ilością szpinaku.

_IGP7387_2

Czego potrzebujesz?

30g kaszy jaglanej

1/2 kalarepy

1/2 banana

2,5 garści szpinaku

szczyptę kurkumy

odrobiny mleka

 

Kaszę przepłukujemy gorącą wodą, następnie gotujemy w miksie pół na pół wody i mleka

Dodajemy kurkumę i czekamy, aż kasza trochę zmięknie

Pod koniec gotowania dodajemy pokrojoną w kostkę kalarepę, po kilku minutach również szpinak i banana

Doprawiamy do smaku i czekamy aż kasza wsiąknie w ewentualne resztki wody i mleka

W aktualnej sytuacji pogodowej czekamy aż danie lekko przestygnie i wcinamy ze smakiem :)

Smacznego!

_IGP7377_2

Zainspiruj się kaszą! III edycja

sobota, 04 lipca 2015

W łuskach czy obrany- jak jecie bób? Są amatorzy i jednej, i drugiej metody. Nieobrany bób jest oczywiście jeść o wiele łatwiej, lecz łuska daje lekko goryczkowy posmak. Z kolei obieranie bobu jest świetną szkołą dla osób, które przeważnie pochłaniają posiłki bardzo szybko (niestety, ja również walczę z tym problemem). Oddzielając łuskę od ziarna zyskujemy czas, który nasz organizm wykorzystuje na trawienie i, przy spokojnym obieraniu, wysłanie informacji do mózgu o najedzeniu. Słyszałam kiedyś o ćwiczeniu na wolne jedzenie: zjedz 10 rodzynek w 10 minut, nie krócej. Oj, byłoby trudno... Zwłaszcza, że często rodzynki wykorzystujemy jako przekąskę, po którą nasze ręce sięgają niekontrolowanie ;)

Co oprócz treningu powściągliwości daje nam bób? Jest to przede wszystkim bogate źródło witamin z grupy B- w tym kwasu foliowego (przyszłe mamy powinny się z nim zaprzyjaźnić!). Dodatkowo bób, jako roślina strączkowa, zawiera sporo białka. Kusi nas też bogactwo błonnika, przy niewielkim udziale sodu i tłuszczu.

A co do bobu Wam dziś proponuję? (Chociaż bób miał być jedynie dodatkiem). Ryż w wiosennym wydaniu- ze świeżym szpinakiem i kalarepą! No i, jak to w mojej kuchni, nie mogło też zabraknąć cebuli!

_IGP7318_2

Do tego dania potrzebujemy:

ok 30-40g ryżu

1 cebulę

1 ząbek czosnku

2 pęczki świeżego szpinaku

pół kalarepy (lub 1/3 jeżeli jest duża)

Imbir- świeży (ok. 1 cm) lub mielony (pół łyżeczki)

Szczyptę kurkumy

 

Bób gotujemy w gorącej wodzie przez ok 15 minut (po tym czasie należy sprawdzić, czy już jest gotowy i ewentualnie podgotować jeszcze przez chwilę)

Ryż wrzucamy na gorącą wodę i gotujemy wg. przepisu

Gdy ryż i bób się gotuje przygotowujemy sos:

Kalarepę kroimy w kostkę i wrzucamy na wrzątek, gotujemy przez ok 5 minut

Cebulę i czosnek podsmażamy przez chwilkę, gdy wszystko się zarumieni dodajemy obrany (czyli bez łodyg) szpinak

Dodajemy ugotowaną i odcedzoną kalarepę oraz przyprawy, zostawiamy przez chwilkę wszystko razem na małym ogniu, żeby się "zagryzło"

Gdy bóg i ryż są gotowe: odcedzamy i nakładamy wszystko na talerze

Przy pogodzie jak dziś podajemy z orzeźwiającą lemoniadą

Smacznego!

_IGP7316_2

_IGP7315_2

Bóbmania

19:07, dietoholic , na obiad
Link Dodaj komentarz »
sobota, 13 czerwca 2015

Nowalijki mniam mniam :)

Kiedyś kupiłam szparagi, przyrządziłam je w moich ulubionych wersjach, a resztę chciałam ugotować w jakich nowy sposób. W tym przypadku zawsze warto zasięgnąć porady od najlepszych. Telefon do siostry.

- Hej, Kaś. Z czym mogę zrobić szparagi? Z kozim serem, w omlecie i w sosie cytrynowym już jadłam. Jakieś propozycje?

- Hm... nie wiem. Ja tam zawsze robię risotto ;)

No i padło na "coś risottopodobnego". Ponieważ ryż do risotto się skończył. Ale miałam ryż brązowy, ok. Jesteśmy na dobrej drodze. Ale jakoś mi to tak nie pasuje. Tylko ryż i szparagi? Żadnego kulinarnego fiu bździu? Tricków i bajerków? Dodatkowo zachciało mi się jakiegoś sosu z bazą mleczną/jogurtową. I bach! Pomysł na beszamel wparadował do mojej kuchni!

_IGP7292_2

Dla jednej osoby wystarczy:

30g brązowego ryżu

kilka szparagów (ja dałam ok. 5 cienkich)

1 cebula (lub 2 mini)

trochę imbiru (kawałek o grubości 0,5cm)

kurkuma! i inne przyprawy

Sos beszamelowy:

  • 3/4 szklanki mleka
  • 1 łyżka oleju rzepakowego
  • kopiasta łyżka mąki (u mnie razowa)
  • ociupinka cynamony i pieprzu ziołowego
  • ew. sól, ale ja w odpowiednim momencie się zorientowałam, że mój ryż już jest odpowiednio (czyt. za bardzo dla normalnej osoby) słony, więc nie soliłam beszamelu

_IGP7288b

Zaczynamy od ryżu, bo ten rodzaj się gotuje dość długo

Potem zabieramy się za warzywka- szatkujemy cebulę, wrzucamy na rozgrzany olej rzepakowy, po chwili dodajemy pocięte w małe kawałki szparagi. Doprawiamy kurkumą i ew. innymi przyprawami, dodajemy pokrojony drobno świeży imbir. Mieszamy co jakiś czas, zdejmujemy z gazu po ok 10 minutach

Przygotowujemy beszamel: rozgrzewamy olej, dodajemy mąkę. Intensywnie mieszamy. Dodajemy mleko i przyprawy, nadal intensywnie mieszamy. Uwaga! Z tego przepisu wyjdzie trochę więcej beszamelu niż potrzeba. No chyba, że jesteście miłośnikami sosów :)

Podajemy na talerze każdą część osobno albo zmieszane wszystko razem.

Smacznego!

_IGP7274_2

17:20, dietoholic , na obiad
Link Komentarze (6) »
czwartek, 11 czerwca 2015

Cóż to jest... napój turboodżywczy, dający dużo energii i na dodatek dobry w smaku? Nie, to nie sok z gumijagód ;) To oczywiście sezonowy koktajl.

Po wypiciu jednej porcji czuję się pozytywnie naładowana do działania jak króliczek duracella i przepełniona witaminami. Mając taki wybór sezonowych owoców i warzyw aż wstyd nie wrzucić ich wszystkich razem do blendera. To też dobry posiłek dla sportowców- przy odpowiednim doborze składników może to być dobra alternatywa dla posiłków potreningowych (zamiast faszerowania się poweradami i chemicznymi mieszankami).

Ja przeprosiłam się z moją sokowirówką i znowu zakrólowała na kuchennym blacie. Czasem się jeszcze co prawda spieramy w sprawie twardości warzyw, które ja chcę wycisnąć, a ona nie, ale cóż... nie od razu Rzym zbudowano :) albo ona się rozkręci albo ja się tak w tym wyciskaniu rozkręcę, że zainwestuję w dobrą wyciskarkę do soków. Teraz na przykład, pisząc tę notkę, popijam sobie sok selerowo-pomarańczowy. Polecam również połączenie soku z buraka i marchwi, dodając ociupinkę kwaśnej cytryny. Witamina C świetnie wspomoże wchłanianie zawartego w buraku żelaza :)

Ale nie o sokach miała być notka, ale o koktajlu. I to nie byle jakim! Zielony, sycący i witamin dodający!

_IGP7244b

Potrzebujemy:

1/6 awokado

1 kiwi

garść świeżego szpinaku (no... może być lekko kopiasta ;) )

pół banana

1 cm kawałek imbiru

200 ml mleka

Wykonanie? Banalnie proste

Wrzucamy wszystkie składniki (po obraniu oczywiście) do blendera (lub do pojemnika jeżeli jest to ręczny blender)

Miksujemy na gładką masę, nie pozostawiając żadnych liści szpinaku luzem

Przelewamy do szklanki i rozkoszujemy się smakiem

_IGP7261b

Taki koktajl ma niemalże idealny stosunek węglowodanów, tłuszczu i białka (czyli taki procentowy udział energetyczności diety jaki jest zalecany według aktualnych norm).

Jedna porcja to:

  • 218 kcal
  • 8,3g białka
  • 7,4g tłuszczu
  • 33g węglowodanów
  • aż 260 mg wapnia (norma to 1000, więc koktajl spełnia 1/4 dziennego zapotrzebowania! WOW! osteoporoza nam nie straszna:) jednak nie ma co się radować na zapas- pamiętajmy, że szczawiany zawarte w szpinaku trochę nam wchłanianie tego wapnia zepsują. Ale za to obecność wapnia w tym koktajlu ograniczy prowadzące do chorób nerek odkładanie się  złogów szczawianowych
  • 840 mg potasu przy zaledwie 92 mg sodu. Stosunek 1:9, nie zobaczysz tego w większości produktach gotowych!
  • 179 mikrog witaminy A
  • 0,5 mg witaminy B6- niemalże połowa średniego zapotrzebowania!
  • 69 mg folianów, dobry start dla wszystkich, w szczególności dla pań starających się o małego szkraba
  • 32 mg witaminy C, dwa takie koktajle i nie trzeba jeść suplementów :) dobra wiadomość dla chcących zrzucić nieco zimowych zapasów ciałka: witamina C wspomaga proces odchudzania, zmniejsza ryzyko insulinooporności i chorób metabolicznych i pomaga w zmniejszeniu ilości tkanki tłuszczowej

No i jeszcze jeden szczegół- z racji tego, że jest to danie "na zimno" i nie ma tu żadnej obróbki kulinarnej- nie tracimy witamin i składników mineralnych. No cud malina, blendować nie umierać :)

Smacznego!

_IGP7255b

piątek, 05 czerwca 2015

Po powrocie stałam się strasznie francuska. Zjawisko to ma kilka objawów:

  1. przed wypiciem CZEGOKOLWIEK znajdującego się w szklance najpierw wącham, później piję. Niemalże jakbym testowała dobre francuskie wino
  2. 5-cio minutowe spóźnienie nie jest dla mnie już czymś koszmarnym, nawet jeżeli to ja jestem osobą spóźnioną
  3. nie stresuję się już tak bardzo jak kiedyś, więcej się śmieję
  4. nie spieszę się podczas gotowania tylko rozkoszuję każdym zapachem świeżo doprawionej potrawy
  5. clue programu: Książka kucharska "Moja kuchnia w Paryżu" Davida Lebovitza nie znika z kuchennego stołu

Z tegorocznych warszawskich targów książki wróciłam z zakupami monotematycznymi: "Francuski nie tyją" M. Guilano, w której autorka opisuje nie tylko podstawy francuskiego paradoksu, ale też opowiada o tamtejszej kulturze jedzenia; "Medre! w rzeczy samej" S. Clarke'a, gdzie znajdziemy opowieści Brytyjczyka żyjącego w Paryżu oraz kulturowe porównanie tych dwóch narodowości oraz wyżej wspomniana "Moja kuchnia w Paryżu". Więc widzicie sami- co francuskie, to przykuwa mój wzrok. Jednak po powrocie żadne pieczywo, nawet to nazwane francuskim, nie będzie mnie tak zachęcało do zakupu jak bagietki z ulubionej paryskiej boulangerie. Dlatego też pieczywo postanowiłam piec sama. Były w tej kwestii i wzloty i upadki, ale nie poddaję się! Największa trudność polega na tym, że każdy przepis staram się trochę zamienić- tak, żeby mąki pszennej było jak najmniej, zamieniając ją na mąkę pełnoziarnistą. Moje doświadczenia pokazały, że nie zawsze wystarczy zmienić rodzaj mąki, lecz powinno się też wziąć pod uwagę konsystencję ciasta. Zakalcowych gniotów chlebopodobnych tu nie znajdziecie, ale te panissy od razu wyszły dobrze :)

_IGP7224_2

_IGP7187_2

Do ich zrobienia potrzebujemy:

45g mąki pszennej

75g mąki razowej (lub miksu mąki razowej z kukurydzianą)

1 szklanki mleka

2 jajek

1 łyżeczki oleju rzepakowego

3/4 łyżeczki soli morskiej

pół łyżeczki pieprzu

pół łyżeczki kurkumy

(opcjonalnie można dodać pocięte suszone pomidory, jeszcze nie próbowałam, ale myślę, że to wyszłoby BOMBOWO!)

_IGP7213_2

Wykonanie jest banalnie proste:

Nagrzewamy piekarnik do 220 stC

W tym czasie mieszamy wszystkie składniki mikserem na gładką masę

Jeżeli konsystencja jest zbyt wodnista- można dodać trochę otrąb, siemienia lnianego lub po prostu mąki. Konsystencja ma być podobna do ciasta muffinkowego, gęstsza niż na naleśniki, ale nie tak gęsta jak na chleb.

Rozkładamy ciasto po rózno do 9ciu form muffinkowych

Pieczemy ok. 35-40 minut do zarumienienia

UWAGA! Babeczki smakują obłędnie na gorąco, na następny dzień już nie są takie pyszne (ale po dodaniu białego sera odzyskują swój urok ;) )_IGP7202_2

_IGP7192_2

_IGP7167_2

Smacznego!

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 13
Durszlak.pl Top Blogi Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów
JemyZdrowo.pl